Forum www.pulk2piechoty.fora.pl Strona Główna www.pulk2piechoty.fora.pl
Forum Pułku 2 Piechoty Księstwa Warszawskiego
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Z ostatnich na czołowe. Jak to jest możliwe?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.pulk2piechoty.fora.pl Strona Główna -> Artykuły
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Działyńczyk
Starszy Sierżant



Dołączył: 27 Cze 2010
Posty: 526
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:11, 25 Sty 2011    Temat postu: Z ostatnich na czołowe. Jak to jest możliwe?

Pierwsza Brygada Kawalerii Narodowej Dywizji Wielkopolskiej.

W maju 1792 roku ambasador Rosji w Warszawie wręczył notę dyplomatyczną o wkroczeniu wojsk Imperatorowej do Rzeczypospolitej w celu uśmierzenia waśni wśród Polaków. Pod tym pozorem kryła się chęć przywrócenia zależności naszego kraju od Rosji. Dlatego wojsko otrzymało ordynanse o gotowości do wymarszu. Zaczęto ściągać urlopowanych, przygotowywano zapasy żywności i amunicji, skupywano konie. Gdy nadszedł czas poszczególne jednostki zaczęły przemieszczać się w kierunku wschodnich granic po wyznaczonych marszrutach.
Z jednym małym wyjątkiem. A dokładniej mówiąc, tym wyjątkiem była właśnie I Brygada wielkopolska.
Ona to jako jedyna jednostka tak maszerowała poszczególnymi batalionami (w/g ówczesnych regulaminów batalion w kawalerii obejmował 4 szwadrony, a dywizja 2 szwadrony), że "zaginęła" po drodze i trzeba ją było poszukiwać przez adiutantów!!!
Takiego podejścia wojska do wykonywania rozkazów to było już za wiele nawet dla takiego łagodnego władcy jakim był Stanisław August Poniatowski.
Brygadę zawrócono pod Kozienice, a następnie do Warszawy na reorganizację. A czas po temu był już ostatni.
Jak wyglądała w tamtym czasie Brygada?
Zacznijmy od początków.
Według etatu z 1778 roku Brygada miała liczyć 737 głów w 24 chorągwiach. Z chwilą wynalezienia nowych środków miano powiększać sukcesywnie wojsko, co sukcesywnie robiono. Nowy, faktyczny stan znalazł swe odzwierciedlenie w etacie z roku 1784, w którym to Brygady miały liczyć już po 876 głów w 24 chorągwiach. Dalsze zmiany wynikły jako planowe przekształcenia już w dobie reform Sejmu Czteroletniego.
Oto rozkazem z dnia 12 II 1789 roku podniesiono wszystkie chorągwie Kawalerii Narodowej na szczebel samodzielnych gospodarczo szwadronów, o stanach zwiększonych z 35 szabel na 150. Rozrost to był olbrzymi. Zorientowano się wkrótce, że tak rozbudowane Brygady w sile przeszło 3600 głów w każdej, będą bardzo nieporęczne tak w dowodzeniu jako i w administrowaniu. Wydano zatem uchwałę sejmową o podzieleniu dotychczasowych Brygad na dwie nowe jednostki po 12 szwadronów każda. Nowa Brygada w swym składzie miała liczyć jedynie 1819 głów wraz z sztabami. Podział całej kawalerii w/g tych wytycznych zakończył się w III 1790 roku. Teraz dopiero nastał czas na odpowiednie szkolenie żołnierzy i koni. Wydano nowe regulaminy i nakazano je pilnie studiować oficerom.
Jakie były efekty szkolenia?
Zacytujmy tutaj poinspekcyjny rozkaz z 1 IX 1791 roku Pisarza Polnego Seweryna Rzewuskiego a dotyczący właśnie I Brygady.

Cytat:
... w egzercerowaniu i musztrze żadnej nie okazał wiadomości ani uczenia

Słowa te dotyczyły szwadronu rotmistrza Koźmińskiego stacjonującego w Stawiszynie, a więc w miejscu postoju sztabu Brygady!!!
Podobnie opisano szwadrony nr 4, 8 i 9. Do tego doliczyć należy wykryty handel końmi zabroniony przez Komisję Wojskową, "drapanie" raportów w celu pobierania zwiększonych przydziałów na nieobecnych żołnierzy i konie, notoryczną nieobecność oficerów bawiących w świecie "dla dopilnowania interesów". Tak na przykład w czterech szwadronach I Brygady na 265 sprawdzonych / skontrolowanych koni było 50 zdatnych, 99 miernych i aż 116 niezdatnych !!! Razem daje to nam obraz nędzy i rozpaczy. Zamiast jednostki mającej bronić Ojczyzny, powstał pewien twór, który umożliwiał jedynie wyciągnięcie publicznego grosza. Doliczając jeszcze to zagubienie Brygady w domarszu na linię frontu w 1792 roku, dobitnie pokazuje nam, iż w tej jednostce niewiele zmieniło się przez ostatnie miesiące pokoju.
Raport Vice Brygadiera Madalińskiego z 15 VI 1792 roku wymieniał:
Cytat:
Wymaszerowało do Ryczywołu 1338 głów, 1316 koni służbowych, 56 koni prowiantowych, 14 wozów prowiantowych.
Odchodu 38 głów i 38 koni kommenderowanych, chorych 43, koni marudnych 477, dezerterów 4 i 5 zdechłych koni.
Zostaje do służby 1250 głów i 788 koni.

Jednocześnie rezerwa pozostawiona w Wielkopolsce raportowała:
Cytat:
Pozostało w rezerwie 3 officerów, 12 namiestników, 100 towarzyszy, 12 unterofficerów, 3 felczerów, 1 trębacz, 209 szeregowych.
Razem 340 głów i koni 187
.
Ostatecznie Brygada trafiła do obozu wojskowego na Pradze, gdzie wymieniano zabiedzone konie.
Raport z tego Obozu wymienia 1333 głowy i 1306 koni. Chorych, kommenderowanych..., zostaje do służby 1139 głów i 988 koni. Awansowany na Brygadiera Madaliński, próbuje wyprosić na królu zgodę na wymarsz na front choćby połowy Brygady. Na próżno. Losem tej jednostki było pomaszerowanie wraz z Korpusem Posiłkowym Byszewskiego w kierunku Bugu i stawienie się w obozie litewskim praktycznie w przeddzień ostatniej bitwy. Czy wzięła Brygada w nim udział? Ranglisty nic na ten temat nie wzmiankują. Prawdopodobnie dostali jakieś pomocnicze zadanie przez co nie można było wykazać się.
A może zła sława dotarła za tymi kawalerzystami nawet do litewskiego obozu?

Po zawieszeniu broni z czasem kawalerzyści wrócili na swe dawne miejsca zakwaterowań, a więc do Wielkopolski. Niestety nie na długo jednak.
W styczniu 1793 roku wojsko pruskie przekroczyło granice i zajęło część polskiego terytorium. Nie obeszło się przy tym bez próby stawiania oporu.
Oblężony był garnizon Częstochowy, z piechoty bili się żołnierze 6 Regimentu zwanego "ŁANOWYM", a z kawalerii właśnie żołnierze Brygady I Wielkopolskiej. Stawili opór w Sierakowie i w Gnieźnie. Np. 3 szwadron stracił 118 ludzi w zabitych, rannych i 'wziętych'.
Stopniowo wycofywano poszczególne oddziały z zajmowanego terytorium, wiedząc że bez artylerii (odebrana i przechowywana w Arsenale w Warszawie) i amunicji nie ma realnej możliwości przeszkodzenia Prusakom. W tedy to Vice Brygadier tej jednostki Henryk Dąbrowski wysunął śmiały plan opanowania Arsenału, pobrania zapasów broni i amunicji i uderzenia na Prusaków. W razie niepowodzenia zaproponował przebicie się do Gdańska i zamknięcie się w mieście do czasu otrzymania pomocy ze strony francuskiej marynarki. Plan ten gorąco poparli wyżsi polscy oficerowie z Wodzickim i Madalińskim na czele. Nakazano nowe przesunięcia jednostek umożliwiające szybkie uskutecznienie powyższego planu. Niestety carski wywiad czuwał. Wykryto zamierzenia patriotów i zniweczono je przez przemieszanie polskich pułków z carskimi oddziałami. Tak więc wyjątkowo smutno zakończyła się próba oporu przeciw nowemu gwałtowi na ciele Rzeczypospolitej. Ale do upokorzenia z roku 1792, doszła jeszcze nowa, zadana przez ręce dotychczasowego sojusznika. Domostwa i rodziny żołnierzy Dywizji Wielkopolskiej pozostały za nowym kordonem, pozostawiając żołnierzom już tylko jedną wspólnotę, właśnie własny oddział. Ból i nienawiść głęboko zapadły w dusze żołnierzy Korpusu, które można było rozładować tylko w jeden sposób. Na lukach granicznych, które patrolowała i utrzymywała Brygada, non stop dochodziło do zatargów , strzelania i rąbania się z Prusakami. Ścinano słupy graniczne, chroniono dezerterów, szykanowano dostojników Targowicy, najeżdżano i objadano ich majątki, a wszystko pod pozorem (prawdziwym) wyżywienia ludzi i koni. Skargi i dochodzenia nic nie przynosiły, raz że na takie dictum nie było rady, a dwa że winowajcy zawsze byli obłożnie chorzy co uniemożliwiało wszczęcia postępowania. Nie było na to siły, a brygada mogła utrzymać się jakoś dłużej.
Ale zabawa z Targowiczanami i strzelania się z Prusakami nie były w tym czasie jedynym zajęciem Brygady. Głośna też stała się 'potyczka' z rosyjskimi Karabinierami Jamburskimi, która miała miejsce w wiosce Zielażniki na Podlasiu. W jej wyniku Rosjanie zabrali się z wioski a na podwodach zabrali rannych i zabitych. Dochodzenie wykazało całkowitą winę żołnierzy Brygady. W jego wyniku wymieniono 15 osób, które miano surowo ukarać.

Przedwiośnie roku 1794 zaczęło się od informacji o mającej nastąpić niebawem redukcji wojska.
Dla żołnierzy odciętych od rodzin, od małej ojczyzny, było to tym boleśniejsze iż praktycznie nie mieli środków na utrzymanie.
W dodatku krążyły słuchy, że Prusacy jak i Rosjanie wcielą do swych szeregów wszystkich zwalnianych.
Zdecydowana większość żywiła do nich nienawiść, więc chętnych do zmiany szeregów było niewielu.
W tym czasie Brygada I Wielkopolska Kawalerii Narodowej miała skład i dyslokację jak następuje.
Szwadron 10 porucznika Piotrowskiego przy sztabie Brygady w Ostrołęce;
szwadron 1 porucznika Ziemięckiego w Makowie;
szwadron 2 porucznika Wielowiejskiego w Przasnyszu;
szwadron 3 porucznika Kiełczewskiego w Różanie;
szwadron 4 porucznika Mostowskiego w Pułtusku;
szwadron 5 porucznika Chmielewskiego w Andrzejowie;
szwadron 6 porucznika Molskiego w Kolnie;
szwadron 7 porucznika Waniewskiego w Łomży;
szwadron 8 porucznika Zabokrzeckiego w Broku;
szwadron 9 porucznika Duczymińskiego w Szczepankowie;
szwadron 11 porucznika Zabłockiego w Nowogrodzie;
szwadron 12 pod porucznikiem Kampenhausem w Wiźnie.
A w Brygadzie było:
Sztab wyższy - 5 głów,
sztab średni - 6 głów,
sztab niższy - 7 głów.
W szwadronach:
oficerów - 35,
namiestników - 53,
towarzystwa - 225,
podoficerów - 80,
szeregowych - 884,
trębaczy, felczerów, konowałów, siodlarzy - 46,
koni służbowych - 1308,
wozów prowiantowych - 13,
wozów namiotowych - 12.

Redukcja podawała dla Brygady zwolnienie 20 oficerów, 44 namiestników, 105 towarzyszy, 93 podoficerów i rzemieślników oraz 764 szeregowych.
Razem dawało to liczbę 1028 głów zwolnionych. Brygada liczyłaby po tym jedynie około 300 głów. To bardzo mało.
Jak na jednostkę kawalerii, która ma spełnić swój obowiązek na polu walki to jej siła stawała się jedynie symboliczną.
Można oczywiście było tłumaczyć to jako trzymanie kadr dla przyszłej odbudowy wojska, ale realia....
Madaliński nie zamierzał dopuścić do takiego rozwiązania.
Już wcześniej należał do ścisłej czołówki sprzysiężenia warszawskiego, będąc podporą jej przywódcy - Ignacego Działyńskiego, szefa 10 Regimentu pieszego koronnego.
Miał zatem wszystkie wiadomości jak to się mówi z pierwszej ręki. Wiedział o poczynaniach emigracyjnych konspiratorów.
Postanowił zatem przyspieszyć wybuch powstania, tym bardziej że Działyńskiego aresztowano a sprzysiężenie warszawskie rozbito. Wiedział że za parę miesięcy nie będzie z kim rozpoczynać wojny.
Wojsko wszak ma być rozpuszczone...
Brygadier Antoni Madaliński wiedział że powstanie może wybuchnąć jedynie w dwóch krajowych ośrodkach. W Krakowie i Warszawie.
Kraków był brany pod uwagę ze względu na bliskość granicy cesarskiej, którą można było stosunkowo łatwo przekroczyć,
jak również z powodu oddania się sprawie spiskowców przez dowódcę dywizji małopolskiej generała Józefa Wodzickiego.
Natomiast Warszawa była pożądanym miejscem ze względu na zasoby Arsenału, garnizon i ludność, która na każdym miejscu 'dogryzała' znienawidzonym targowiczanom i carskim żołnierzom.
Z chwilą jednak rozbicia warszawskiego sprzysiężenia znacznie malała szansa na powodzenie insurekcji w Warszawie.
Dlatego też pozostał ośrodek krakowski jako jedyny, w którym wybuch mógł się powieść.
Madaliński jako wojskowy zdawał sobie sprawę iż należy za wszelką cenę odciągnąć uwagę nieprzyjaciela od Krakowa, by tam na miejscu wszystko okrzepło wzmocnione siłami dywizji Stefana Granowskiego.
Można tego było dokonać jedynie przez skierowania uwagi w inne miejsce, ale należało to zrobić szybko i zdecydowanie.
Wykorzystując fakt koncentracji Brygady w celu przeprowadzenia redukcji, zgromadził większość stanu osobowego jednostki. Pod pozorem buntu (zrywanie symboli królewskich, strzelanie do patentów oficerskich) napisał pismo do Komisji Wojskowej, iż pragnie wraz z jednostką przejść na służbę pruską i dlatego wyrusza ku granicy. Dzięki takiemu wybiegowi wygrał trochę czasu dla siebie bowiem w Warszawie, tak w polskich jak i w rosyjskich głowach pojawiły się wątpliwości czy tak jest w istocie. Chęć żołnierzy Madalińskiego przejścia na służbę do innej niż carska armia stała się powodem pośpiesznego 'złapania' ich zanim mogli dokonać swych zamierzeń. Każdy redukowany gemajn był cennym towarem, był tańszy niż szkolenie nowych rekrutów. Dlatego Otto Heinrich Igelström wydał stosowne rozkazy o rozpoczęciu nagonki.
Na rozkaz Igelströma ruszono 2 bataliony piechoty i 6 szwadronów kawalerii z Grannego, polecając ich dowódcy brygadierowi Bagriejewowi dopędzenie Madalińskiego. Równoczesnie z pod Warszawy wysłano pieszy batalion i 2 szwadrony pod majorem Nieczajewem, by przeprawiły się pod Zakroczymiem i podążając wzdłuż nowej pruskiej granicy, odcieły w ten sposób Polaków od możliwości przejścia na pruską służbę. Dodatkowo wysłano jeszcze jeden batalion z samej Warszawy, by maszerując trasą Pułtusk - Maków - Przasnysz wzmocnił oddział Karabinierów Jamburskich ppłk Obrezkowa, który posówał się śladami Brygady, obserwując jej ruchy. Cały ten plan złapania Polaków w sidła nie powiódł się z prostej przyczyny. Rosjanie niedocenili bowiem ruchliwości polskich żołnierzy. Jedynym ich profitem były wozy taborowe pozostawiane w miejscach postojów poszczególnych szwadronów Brygady, oraz garść chorych żołnierzy.
Tymczasem Madaliński wzmacniał siły. W Przasnyszu zaciągnął trochę Kurpiów na strzelców pieszych (transportował ich wozami), a 14 III w Mławie pozyskał kolejnych ochotników. Równocześnie zbierano informacje o pruskich siłach. Okazało się, iż sytuacja jest względnie pomyślna. Na przestrzeni około 140 kilometrów rozstawionych jest jedynie 500 szabel huzarów Wölky, podzielonych na małe posterunki. Podobnie było z piechotą, była nieliczna i rozrzucona. Dowództwo pruskie posiadało informacje o prawdopodobnym przejściu Polaków przez granicę i o ich chęciach zaciągowych. Jednak nie było do końca przekonane o ich prawdziwości. Traktowało je bardziej w kategoriach pogłosek, dlatego nawet nie poinformowało posterunków granicznych, jak mają reagować na wkraczających Polaków.
Wieczorem 14 III wydzielone szwadrony brygady wyruszyły na miasteczko Szreńsk, by wyprzeć z niego półszwadron huzarów. Czaty obezwładniono lub wycięto i po pewnym oblężeniu starego zamku w którym zamknęli się Prusacy, wzięto ich niemal wszystkich do niewoli. 15 III brygada osiągnęła Raciąż, by już po parogodzinnym odpoczynku pomaszerować na Wyszogród. Na to miasteczko przeprowadzono kolejny już nocny atak. I tym razem uzyskano powodzenie. Wrażenie szybkiego posuwania się brygady, jej przebojowość, efektywność działań, spowodowało wybuch paniki. Doszło do tego iż załoga Płocka zatarasowała się w klasztorze, a kawaleria i władze cywilne szykowały się do ewakuacji.
Tymczasem Madaliński mógł dać swym ludziom zasłużony odpoczynek w Wyszogrodzie, a w nocy z 17 na 18 III spokojnie dokonał przeprawy promami pomiędzy Ładami a Tokarami na lewy brzeg Wisły.
Brygada po przejściu na lewy brzeg Wisły dostawała się w obręb operowania większych sił pruskich. Na tych terenach, terenach drugiego zaboru, po wystąpieniu Madalińskiego zaczęło wrzeć jak w ulu. Generał Schwerin odpowiadający za ład i porządek tych nowo przyłączonych włości, zaalarmowany jednocześnie pismami generała Wölky jak i doniesieniami Buchholtza z Warszawy postanowił energicznie powstrzymać marsz Polaków, który mógłby przerodzić się w otwarte powstanie miejscowej, niechętnej ludności. Dlatego z Łęczycy wyprawił do Wyszogrodu dwie kompanie piechoty, dokąd też wysyłał kolejne dwie z Łowicza. Na ich miejsce ściągał intensywnymi marszami półbatalion z Piotrkowa. Do Łowicza wysłano również szwadrony huzarów von Trencka, które stacjonowały dotychczas w Rawie i Bolimowie. Stan niepewności potęgowały docierające do pruskiego sztabu plotki, a to o sile brygady (nawet do 2300 głów), a to o rozbiciu piechoty Hinrichsa wysłanej do Wyszogrodu. Doszło do tego, iż poważnie rozważano możliwość cofnięcia się do Poznania.
Ale prócz sił pruskich miał teraz brygadier Madaliński do czynienia i z Rosjanami. Igelström odebrał kierunek marszu 'buntowników' jako chęć obejścia miasta i wtargnięcia do niego od najmniej spodziewanej strony. Dedukował, iż to spowoduje wybuch rewolty i gwałtownych walk. Zdanie to podzielał również szef sztabu rosyjskiego, utalentowany generał Pistor. Dlatego na rozkaz generała en chef Igelströma, ściągnięto do Warszawy wszystkie okoliczne oddziały co podniosło rosyjski garnizon miasto do 10 000 głów. Dodatkowo ściągnięto jeszcze na podwodach garnizony z Brześcia i Słonima oraz oddział Bagriejewa. Siły te wyniosły razem około 16 - 17 tysięcy ludzi (na ich miejsce wysłano 5 batalionów piechoty, 6 szwadronów i 5 sotni kozackichz terenów Litwy, co ułatwiło tam później wybuch powstania). Po takim zabezpieczeniu swego położenia Igelström mógł teraz wydzielić w stronę Mszczonowa oddział obserwacyjny pod gen. Tormasowem. Oddział ten obejmował 4 bataliony piechoty, 6 szwadronów kawalerii i 5 kozackich sotni. Jego zadaniem było osłanianie dostępu do miasta z tego kierunku. Gdyby jednak Polacy próbowali pójść przebojem na Kraków, postanowiono temu zaradzić przez ściągnięcie garnizonów Łucka i Lublina (razem 3 bataliony, 13 szwadronów, 10 sotni i 15 dział, które też miano zastąpić posiłkami z Litwy w sile 2 batalionów i 2 szwadronów),i wysłania ich na Kazimierz, by po przejściu Wisły połączyły się z garnizonami Krakowa i Opatowa w sile 1,5 batalionu, 3 szwadronów, sotni kozaków i 4 dział. Razem miały zatrzymać marsz Madalińskiego, na którego od północy miał uderzyć Tormasow. Gdyby wszystko poszło zgodnie z przewidywaniem rosyjskich sztabowców, to ewentualne powstanie można było szybko zdławić w zarodku. Niestety, wykonanie tych kolejnych rozkazów opóźniło się, przez co Łykoszyn wyszedł z Krakowa dopiero 23 III, Ekespaar dotarł do Radomia z Opatowa 25 III, a Rachmanow stanął w Kazimierzu 27 III.
18 marca żołnierze Brygady rozpędzili huzarów von Trencka w Iłowie, zdobyli kasę w Kamionie i przeszli na prawy brzeg Bzury, po czym skierowali się na Sochaczew (należy nadmienić iż Sochaczew zajmowali Prusacy wbrew wyraźnemu zapisowi w traktacie rozbiorowym), gdzie dotarto 19 III. No bardzo krótkim postoju Madaliński podzielił swoje siły na dwie kolumny. Pierwsza z nich, wschodnia, wkroczyła na ziemie Rzeczypospolitej i skierowała się trasą na Szymanów, Guzów i Rudę. Celem jej marszu była pozoracja na Warszawę. Druga kolumna miała pójść pruskim terytorium przez Nieborów, Bolimów, na Starą Rawę. Wymarsz obu kolumn nastąpił tradycyjnie już nocną porą z 19 na 20 marca. Według założeń obie miały połączyć się w Rudzie nad Rawką.
Lewa kolumna faktycznie wywołała zaniepokojenie Rosjan w stolicy. Przypuszczano, że jej marsz jest zsynchronizowany z wybuchem w mieście rewolucji. Wydano odpowiednie rozkazy. na placach i ulicach wystawiono mocne posterunki wsparte silną artylerią. Kanonierzy dostali rozkazy aby lontowniki były ciągle zapalone, a ulice przebiegały konne patrole. Tymczasem polska kolumna po nawiązaniu kontaktu ze szpicą Tormasow skręciła na południowy zachód. Nie było potrzeby wdawania się w walkę z Rosjanami, tym bardziej iż dysponowali przewagą, a cel jej marszu, demonstracja na Warszawę, już został wypełniony. Do następnego kontaktu z nieprzyjacielem doszło na przeprawie właśnie w umówionym miejscu, to jest w Rudzie nad Rawką. Po krótkiej wymianie ognia z Prusakami, kawalerzyści zaniechali przeprawy i poszli dalej w górę rzeki. Towarzyszył im po lewej stronie rzeki oddział obserwacyjny złożony ze 140 bagnetów i szabel.
Ruch zachodniej kolumny postępował bardzo spokojnie lewym brzegiem Rawki. Nie zdawano sobie sprawy iż pierwsze przerażenie Prusaków już minęło, bowiem zorganizowano bardzo szybko pościg. Prowadził go od rana 20 III pułkownik von Buddenbrock wiodący 1,5 batalionu piechoty, 2 szwadrony kawalerii oraz 2 działa. W dzień później wysłano z południa, z Radomska i z Koniecpola kolejne 0,5 batalionu piechoty i szwadron jazdy. dowodził nimi oficer sztabu generała Schwerina porucznik von Krafft. Spieszono się, dlatego piechotę podwożono na podwodach. Liczono na współdziałanie obu tych grup, które przy przeprawach przez Pilicę mogły samodzielnie rozbić Polaków, lub co najwyżej przy skromnej pomocy Tormasowa.
Pomimo pięknych założeń cały pruski plan posypał się dokumentnie.
Buddenbrock ciągle spóźniał się, tracił wielu żołnierzy przez dezercję, morale spadało.
Podobnie było i z południową kolumną, nie dotarła na czas do Inowłodza, a Tormasow nie kwapił się do rozprawy z Polakami.
Tymczasem Madaliński po krótkim odpoczynku w Starej Rawie ponownie ruszył nocnym marszem do Rawy, by z niej z samego rana 21 marca skierować się na Inowłódz.
W tym mieście doszło do kolejnej walki z posterunkiem pruskim strzegącym mostu na Pilicy.
Jego załoga była bardzo skromna, składała się z 20 huzarów z pułku Trencka pod porucznikiem Schmidtem oraz z 20 fizylierów pułku Oswalda, którymi dowodził porucznik von Rawen. Należy tutaj zaznaczyć, iż żołnierze pruscy pomimo kolosalnej dysproporcji sił z determinacją i odwagą, śmiało stawili czoła polskiej Brygadzie.
Polscy kawalerzyści z czołowych szwadronów spieszyli się, obsadzili zabudowania przylegające do mostu i rozpoczęli walkę ogniową. W tym czasie pozostałe siły odeszły na boki, odnalazły brody i przeprawiły się na drugi brzeg. Tam po sformowaniu się uderzyły i rozbiły oddziałek pruskich huzarów, a następnie podeszły pod most. Porucznik von Rawen widząc się otoczonym nie zaprzestał walki, wprost przeciwnie, wydał komendę strzelania do Polaków na obu brzegach. Poświęcenie pruskich żołnierzy choć heroiczne nie trwało długo. Niemniej zaimponowało swoją bohaterską postawą. Dysproporcje sił aż nadto wskazywały kto tutaj będzie na tarczy a kto z tarczą.
Prusacy dopiero po wystrzelaniu wszystkich ładunków, po utracie 6 zabitych i 10 rannych z por. Rawen'em włącznie, złożyli broń.
Brygadier Madaliński po spaleniu mostu, pomaszerował do Opoczna, gdzie dał swym podkomendnym dniówkę odpoczynku. W Opocznie otrzymał też wiadomość o marszu w jego kierunku kolumny prowadzonej przez rotmistrza Zborowskiego. Oddziałek ten prócz kawalerzystów z Pułku 4 Straży Przedniej, składali jeszcze żołnierze piechoty z 7 Regimentu koronnego (przejęci w Stężycy) i prawdopodobnie (prawdopodobnie, ponieważ w dniu 19 III miał Zborowski około 400 bagnetów i szabel, a po kontakcie z częścią II batalionu 2 Regimentu siły jego w cudowny sposób wzrosły do 600 głów !!! ) część podkomendnych z 2 Regimentu koronnego. Obie grupy połączyły się w Końskich wchodząc pod rozkazy generała Kościuszki.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.pulk2piechoty.fora.pl Strona Główna -> Artykuły Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin